Dzień CATCH-ME

„Psychologowie twierdzą, że trudno byłoby doprawdy wymyślić kryzys mogący wywołać w nas reakcje równie obojętną i bierną, jak zmiana klimatu.”

„Miasto Szczęśliwe” Charles Montgomery

Wyrywający z błogiego snu budzik oznajmiał, że minęła 6:20 i to ostatni dzwonek na wstanie z łóżka i przygotowanie się do wyjścia z domu. Wcześniej dojeżdżałem do pracy komunikacją miejską, ale odkąd ilość pasażerów w komunikacji zaczęła znacząco odbiegać od maksymalnej pojemności, zapewniającej względny komfort podróży, zdecydowałem się na własne auto. Nadszedł dzień świadomej zmiany na tą wygodniejszą formę dojazdu i prawdziwą niezależność transportową.

To był właśnie ten dzień…

Wiedziałem jak mam jechać i znałem trasę, ale nie konfrontowałem jej jeszcze z warunkami panującymi w porannych godzinach szczytu. Wolałem więc wyjść delikatnie wcześniej, żeby zweryfikować realia.

7:00. Zostawiam swoje osiedle kawałek za sobą i cały czas rozpiera mnie ekscytacja zmiany na lepsze – nie ściskam się już jak sardynka i nikogo nie przepraszam żeby utorował mi wyjście z autobusu. Czasu jest sporo, więc wcale nie niepokoi mnie zwalniające tempo jazdy. Wszystko jednak zmienia się diametralnie, gdy tylko wjeżdżam na jedną z większych arterii miasta. Sam korek mnie nie dziwi, bo widywałem go codziennie zza szyby autobusu, ale zmieniła się perspektywa. Zatłoczone autobusy śmigają płynnie buspasem (naliczam  już 4 na moje 100m), natomiast ja stoję w miejscu obserwując kierowców stłoczonych w tych samych okolicznościach i w tym samym celu. Oglądamy  się nawzajem przez szyby aut – wszystkich coraz bardziej ogarnia poczucie frustracji, potęgowanej nieuchronnym widmem spóźnienia. Najgorsze wydaje się dość powszechne przekonanie wyższości swojej potrzeby pierwszeństwa nad innymi uczestnikami ruchu. Tak dobrze znane dźwięki miasta, okazują się klaksonem dotychczas spokojnego kierowcy, któremu najwyraźniej ktoś bardziej spóźniony wciska się przed maskę.

Wtedy uderzyła mnie pierwsza refleksja: Wszyscy jedziemy sami!. Nie zwracałem na to uwagi z perspektywy autobusu, ale teraz widziałem to jak na dłoni – niemal wszystkie auta jadą z samym tylko kierowcą.  Wozimy powietrze, a nawet ja sam stojąc w przepełnionym autobusie z chęcią zająłbym jedno z tych miejsc – w szczególności, że wszyscy jedziemy w tym samym kierunku… Najbardziej niewykorzystywany potencjał miasta.

Uchylam okno, żeby odetchnąć trochę świeżym powietrzem”. Przejeżdżający z naprzeciwka tir wepchnął mi do kabiny spaliny stojącego przede mną SUVa, wymieszane jakby z pyłem uniesionym z drogi. Wróciłem do nawiewu z klimatyzacji.

Dochodzi już ósma, a przede mną jeszcze kilkanaście przecznic oddzielających mnie od upragnionego miejsca pracy. Szybki telefon do szefowej: „Hej, delikatnie się spóźnię, bo na drodze masakra…”, w odpowiedzi: „Spoko, u mnie to samo”. Najwyraźniej wybrałem sobie zły dzień na moją pierwszą prywatną jazdę.

Kolejny przymusowy postój w korku. Mam wrażenie, że ludzie z autobusu patrzą na mnie jakbym to ja był przyczyną tego stanu rzeczy, ale przecież nie mogę im pomóc. Sam już zaczynam podzielać frustrację innych – miało być przyjemnie, komfortowo, a ścisk z autobusu zmienił się w ścisk na drodze spotęgowany frustracją kierowców.

Wreszcie dojeżdżam na miejsce. Czas nie najlepszy, ale przynajmniej jadę sam i pod same biuro. Niestety jest 8:20 i miejsc parkingowych w najbliższej okolicy brak… Kolejne 10 minut spędziłem na nerwowym szukaniu miejsca postojowego. Przed wyjściem z auta rzut okiem na deskę rozdzielczą: średnie spalanie z 6,2 wzrosło do 9,6. Poczułem się jak głupiec, któremu ktoś wytknął właśnie palcem najbardziej oczywisty i podstawowy błąd. Szybka matematyka i od razu wiedziałem, że koszt przesiadki z transportu publicznego do własnego auta trzykrotnie podniósł mi wydatki na dojazd do pracy.

To właśnie ten dzień był siewcą pomysłu, z którego wykiełkowało CATCH-ME – lekarstwo na wszystkie napotkane wówczas realia codziennych przejazdów do pracy. Wszystko zainicjował pomysł- potrzeba chwili, za którym poszły marzenia, projekty, kalkulacje, obliczenia, nieprzespane noce, inwestorzy, prawnicy i wreszcie namacalny efekt wszystkich prac którym jest aplikacja mobilna dostępna dla nas wszystkich.Minęły ponad dwa lata i w projekt angażuje się coraz więcej ludzi. Z całego serca wierzę, że nadejdzie dzień w którym razem ze wszystkimi użytkownikami aplikacji będziemy mogli powiedzieć: „CATCH-ME zmieniło świat na lepsze. My wszyscy, zmieniliśmy świat na lepszy”, a cytowane słowa Charlesa Montgomerego stracą na aktualności.

Udostępnij ten post